Sauna, basen, picie, sauna, basen, picie

Mam potrzebę, żeby ten come back zacząć pozytywnie, co w chwili obecnej jest jakby  mocno
trudne,szczególnie z perspektywy wyjazdu rekraacyjnego do szpitala w Szczecinie. Wydaje mi się zabawne i komiczne oraz straszne i smutne zarazem, że zamiast planowanego wyjazdu z córką gdzieś do spa, pojechałyśmy właśnie tu, gdzie dwie poprzednie noce spedziłyśmy w rzekomo czterogwaizdkowym hotelu (gdzie szlafroki mają dziury), przy czym ostatnią w towarzystwie tłustego pająka jako, że Szczecin mocno zielonym miastem jest. Pająk ów przez połowę wieczoru spuszczał się wesoło do połowy wysokości czterometrowego pokoju po czym wciągał sie na powrót pod sufit. Robił to na szczęście w kącie, co dawało podstawy, by sądzić, że już tam zostanie na dłużej, tym bardziej, że w końcu zasnął, co było widać po podkulonych nogach. Fakt ten uspokoił nieco moje dziecko lecz tylko do chwili, gdy idąc siku zobaczyła go znowu - tym razem - całkiem świeżego, wyspanego i w pełnej gotowości - w drodze z salonu do naszej sypialni. Nie mogąc przejść spokojnie ani nad jego potrzebą przemieszczania się, ani nad swoją potrzebą skorzystania z toalety, postanowiła uczynić z niego pająka martwego, w pierwszej kolejności używając w tym celu lakieru do włosów. Oczywistym było, że nawet jeśli stanie na krześle to się nie uda, bo jednak jakby za wysoko. W ostateczności drugi strzał z buta skutecznie związał gościa  z sufitem. Ledwie zasnęłyśmy, a już przyszedł czas, by wstać. Punktualnie o 12 - stej, czysta jak łza - tzn powtwierdzona superwymazem z gardzieli, żem wolna od korony, stawiłam się na izbie przyjęć tutejszego ośrodka zdrowia, po to, by znieść tam tuzin jajek w oczekiwaniu na przyjęcie na oddział i, by po czterech godzinach przesunąć się z budynku "C" do bydynku "O". Tu już poszło jak z płatka: wywiad, wenflon, waga, wzrost, wypierdalaj na łóżeczko pod ścianą na korytarzu. "Tu, tu pani szafeczka, tu, o tu pani łóżeczko, nie nie mamy wolnej sali, tak siedmioro pod płotem tu państwa leży, nie nogi nie smierdzą, poduszka tylko wymiociną temu panu pachnie, ale to zmienimy, a jutro i tak pani wychodzi. "Nie, sali z widokiem nie ma, proszę zrozumieć, że światło w korytarzu noc całą palić się musi, a zresztą to każde małe dziecko woli jak jest zapalone w nocy". Wsunęłam się więc cała z nosem i skarpetami pod kołdrę, bo klima - jak to na korytarzu - wiać i dmać z całej siły musi i chciałam przestać być. Należy zauważyć, że na dwa słowa jestem szczególnie wyczulona i wystarczy, że je słyszę, by poczuć słodki smak w ustach i krople potu na czole oraz wew pomiędzy piersiami. Są to:  "wenflon" i "kaniula". Kaniuli dziś nie było, za to miejsca najlepszego dla wneflonu, przemiła młoda pielęgniarka poszukiwała w mojej dłoni tak długo, że wytrzymawszy sam proceder wkłucia, moje ciało postanowiło zwiotczeć tuż po wyjściu z zabiegowego. Mózg chciał jednak zawalczyć o dobre imię całości i począł mierzyć się z lepkością ciała, będącą wynikiem nagłego przypływu ciepła, wilgoci i ostrej karuzeli pod skórą głowy. Ani głowa pomiędzy nogami, ani głowa wyrzucona do tyłu nie pomagały, ale finalnie dotarłam do łóżka. W naszym korytarzowym wagonie jechało dwóch panów do wszepienia endoprotezy (?) rozprawiających o minionym weekendzie, który rozpoczął się dla nich już w środę oraz chrapiąca jak czołg kobieta plus wystraszona koroną intelektualistka nie zdejmująca maseczki nawet podczas spożywania kawy. Panowie jednak ulokowani girami w moją stronę i bliżej i tak oto o czasie przedszpitalnym rozprawiali:" "Bo wiesz Józek, ja to tam życia nie marnuję, u mnie to wiesz ten tego na okrągło sauna, basen, picie, sauna, basen, picie". A ja tu pod kołdrą rozpaczam, że mąż nie pojechał, nie przybył, nie dzwoni. Sauna, basen, picie, sauna, basen, picie - może warto spróbować teraz tak?

Komentarze